To musiało się tak skończyć. No musiało! Nie było wymarzonego śniegu i sesji na sankach, więc cały pokład energii i miłości do sportu przenieśliśmy w inne dyscypliny. Początkowo wrotki (czemu już nikt nie jeździ na wrotkach!?!), po czym drużynowo zagraliśmy w piłkę nożną wspierając Naszych duchowo i paszczowo (Polskaaaa, biało czerwoni…!). I nie ukrywając – Joasia pokonała Sebastiana (bez najmniejszego problemu), co najmniej jak Hiszpanie Włochów ;)